Spotkanie w karczmie

Spotkanie w karczmie

– Co z tobą nie tak, Geralt? Wyglądasz jakbyś…
– Darujże, Zoltan, mówiłem ci przecie, że wszystko w porządku. W końcu jestem wiedźminem, mutantem bez uczuć, dam sobie radę. – burknął szorstko wiedźmin pociągając solidny łyk podłego wyzimskiego piwa.
– A ten znowu swoje. – bard przewrócił oczyma. – Nawet ślepiec by dojrzał, żeś przygasł okrutnie w ciągu paru ostatnich dni. Dawniej może i nie uśmiechałeś się za często, no i przyznam szczerze, że twój uśmiech do najpiękniejszych nie należał, ale teraz nie uśmiechasz się wcale. Co ci leży na sercu?
– Nic… – wiedźmin odwrócił wzrok, przeklinając w duchu całą tę kretyńską sytuację.
– Nie chędoż mi tu bzdur, tylko mówże w końcu! – zirytował się krasnolud i rąbnął pięścią w stół, aż zadźwięczały szklanice. – Nie mamy całej nocy.
– Czarodziejka…
– Ha! Wiedziałem, że to przez kobietę. – wykrzyknął bard tryumfalnie. – Nie można im ufać, powiadam, jedno nynie spojrzenie w ich kierunku wystarczy, by złamały komuś serce albo w jakiś niewyjaśniony sposób urósł im brzuch.
– Dobrze wiecie, że nie mam problemów z niechcianymi ciążami. – odparł sucho wiedźmin.
– A ty dobrze wiesz, że my tu nie o brzuchach gadamy. – żachnął się krasnolud, zmiatając resztki ze stołu swoją potężną brodą. – Wystarczy zajść na byle jakie targowisko czy do pierwszego lepszego alchemika i nabyć te tam, psia ich mać, magiczne specyfiki, i brzuch znika. Ale co ze złamanym sercem począć, hę? Na to żadna magia nie pomoże.
– Moja rada jest taka: chodźmy wszyscy do Passiflory, kupimy Geraltowi elfkę i wnet puśćmy całą sprawę w zapomnienie.
Krasnolud beknął przeraźliwie.
– Za grosz wyczucia nie masz, poeto chędożony. Widzisz przecie, że wiedźmin dziś nie w humorze. Tu piwska trza, nie kobiet, psia ich mać!
– A dajcie już spokój, idę rozejrzeć się za jakimś zleceniem. – oświadczył wiedźmin tonem wskazującym, że nie ma ochoty na dalsze dywagacje.
– A co będzie z tą czarodziejką? – spytał bard, na co krasnolud syknął ostrzegawczo.
– A co ma być?
– Nie będziesz próbował do niej… auć! Zoltan, za co to było?!
– Starczy, wybaczcie, ale mam dosyć wszystkiego na dzisiaj. Muszę iść zabić jakąś wiwernę albo odczarować strzygę. Bywajcie. – rzekł wiedźmin i wyszedł trzaskają drzwiami.
– Brawo, tylkoś bardziej go wkurzył! Poeta chędożony. Patrz, nawet piwa nie dopił…
– Bo podłe to piwo.
– A to też prawda. Podłe jak cała ta zasrana Wyzima, tfu.


Podobało się? A może się nie podobało? Zostaw po sobie feedback! :)
[Ocen: 0 / Średnia: 0]

Brak komentarzy. Może skusisz się na dodanie pierwszego komentarza? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, oznaczone są kolorem tęczowym.