O śmiałku, co nie lubił szwabów

Siadać chłopy, siadać baby,
opowiem wam wnet o śmiałku,
co w tysiącach i legionach
rozpierdalał wredne szwaby,
siekąc mendów bez ustanku,
za wyjątkiem poniedziałku.

Mąż ów zacny lśnił honorem,
nigdy się nie splamił grzechem,
tarczą jego była prawość,
miecz polerował splendorem,
wrogów masakrował mechem,
wieści o nim szły jak echem.

Śmiałka znano w całym kraju,
od południa do północy,
jadąc przez kraj słodził damom
(a najchętniej w lecie, w maju),
niósł gdzie trzeba dar pomocy,
wrogom nie szczędził przemocy.

Raz napotkał szwaba z damą,
który damę obmacywał.
Poczerwieniał śmiałek srodze,
zdzielił szwaba tęgą pałą,
jeb z lasera! porozrywał…
damę… aż się szwab porzygał.

„Szlag by!” – myśli. – „Nie trafiłem…”
– Czegoś zabił moją żonę!
Wrzeszczy szwab wkurzony wściekle.
– Tylko trochę ją zabiłem…
Ciało damy rozpalone,
nie z miłości, lecz zwęglone.

Ciąg dalszy może kiedyś nastąpi, ale nic nie gwarantuję na 100% (nawet na 50 nie), bo ciężko się pisze 8-sylabowiec we własnym układzie rymów ABXABB… :c


Podobało się? A może się nie podobało? Zostaw po sobie feedback! :)
[Ocen: 0 / Średnia: 0]

Brak komentarzy. Może skusisz się na dodanie pierwszego komentarza? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, oznaczone są kolorem tęczowym.