Cymelium
...literacki koniec internetu...
szybki wybór opowiadania
losowe
zbiorki opowiadań
[PC] Paper Children
; ;
Liczba opowiadań: 32
Ostatnie opowiadanie z dnia:
18 kwietnia 2019
18 kwietnia 2019, 22:40
Nie ufaj lustrom
średnia ocen: 5.63
liczba ocen: 110
12 grudnia 2018, 01:44
Sen o wycieczce na dziewczyny
średnia ocen: 5.7
liczba ocen: 74
8 maja 2018, 20:48
Komiks o dorosłości, vol. 1
średnia ocen: 5.62
liczba ocen: 62
4 maja 2018, 21:55
[PC] Drawing Time
średnia ocen: 5.7
liczba ocen: 65
23 kwietnia 2018, 00:25
Cena sprawiedliwości
ratio: -2
średnia ocen: 5.57
liczba ocen: 54
23 marca 2018, 23:19
Przeklęta ciucharnia na Targowej
ratio: -8
średnia ocen: 5.67
liczba ocen: 74
13 lipca 2017, 00:32
Miku ga Musei (Milcząca Miku)
ratio: -5
średnia ocen: 5.45
liczba ocen: 84
12 września 2016, 14:57
Wywiad z najemniczką
(harmonia)
średnia ocen: 5.23
liczba ocen: 71
9 lipca 2016, 16:23
Moja mama jest wilkołaczką
ratio: -10
średnia ocen: 6.15
liczba ocen: 13
14 sierpnia 2015, 23:28
Surykatkopost
ratio: -5
średnia ocen: 5.17
liczba ocen: 56
pokaż więcej

Przeklęta ciucharnia na Targowej

To jedna z moich ulubionych opowieści. Brat ostrzegał mnie, żebym... zresztą sami posłuchajcie.

Są takie miejsca w każdym mieście, w których z nieznanych przyczyn żadna działalność nie może utrzymać się zbyt długo. Zazwyczaj w ciągu roku powstaje tam i upada co najmniej kilka lokalnych biznesików. Dam głowę, że w waszym mieście też jest takie feralne miejsce, i to niejedno. Znacie te kilkumiesięczne superbiznesy - ciucharnia, piekarnia, pasmanteria, znowu ciucharnia, garmażerka z barkiem szybkiej obsługi, monopolowy, a na koniec i tak znowu jest tam ciucharnia. U mnie, na Targowej, w starej kamienicy znajdowało się właśnie takie lokum. Przez sześć lat nic nie mogło zagrzać tam miejsca; wszystko po kolei bankrutowało, a jednak rok temu powstała tam ciucharnia i jakimś cudem funkcjonowała naprawdę długo... aż nie zamknięto jej jakiś czas temu.

To niesamowite, ile można zmieścić starych szmat w trzech pokojach, żeby przynosiły realne zyski. Wszyscy chwalili sobie to miejsce; gdy ktoś robił tam zakupy, to zawsze wychodził dokładnie z tym, co chciał kupić; każdy klient był zadowolony itd. Pełny sukces, prawda? Ale co stanowiło jego sekret? Bo jakiś sekret musiał być, skoro po tylu latach nagle sytuacja się odmieniła...

Przez długi czas wszystko było w porządku i nikt nic nie podejrzewał. Cóż... do czasu. Przez pierwsze pół roku ciucharnia na Targowej przynosiła zyski, a klienci byli naprawdę zadowoleni. Potem... potem zaczęły się problemy. Sporo osób trafiło wtedy do psychiatryka. Sporo, czyli zauważalnie więcej niż zazwyczaj. U wielu z nich - a konkretnie u stałych bywalców ciucharni, jak się później okazało - orzeczono zaburzenia kompulsywno-obsesyjne skoncentrowane na zakupionych ubraniach. Ludzie ci stawali się paranoicznie podejrzliwi; wielu zapalczywie twierdziło, że ich własna rodzina knuje jakieś pokręcone spiski, by potajemnie zabrać im owe wielkie zdobycze i nosić je samemu. Chronili zatem swoje skarby jak mogli, nie prali ich, nie pili, nie jedli, nosili je non stop, nie pozwalając ich z siebie zdjąć choćby na chwilę. W końcu grupka studentów z wydziału chemii zakupiła próbki ubrań i przebadała je. Wyniki badań okazały się szokujące - właścicielka ciucharni spryskiwała ubrania feromonami, które otępiały ludzi do takiego stopnia, że tracili rozum. Właścicielka miała zostać w tej sprawie zatrzymana i przesłuchana, ale na dzień przed nalotem policji zniknęła. Okazało się, że mimo popularności nikt tak naprawdę jej nie zna, nie wie jak się nazywa, gdzie mieszka albo gdzie jej szukać. Sprawa stanęła w martwym punkcie, a ciucharnię zamknięto. Co ciekawe, wraz z jej zniknięciem ustąpiła większość objawów u tych chorych, którzy często odwiedzali jej konfekcję. Co prawda u kilku osób stwierdzono lekką katatonię, a jedna próbowała popełnić samobójstwo, ale ostatecznie wszyscy wyszli ze zdarzenia obronną ręką. Tym razem obyło się bez ofiar w ludziach.

Kilka dni później, podczas opróżniania budynku, jeden z członków ekipy remontowej znalazł w biurku stary, pożółkły dowód tożsamości z lat dwudziestych ubiegłęgo wieku. Chociaż imię i nazwisko były zamazane, to na zdjęciu bez wątpienia widniała podobizna właścicielki ciucharni... co oznaczało, że tak naprawdę była ona duchem mszczącym się za krzywdy doznane podczas wojny. Kilka dni później ów człowiek zwariował i powiesił się, a dowód zaginął, nim został przekazany śledczym.

Mówią, że jej duch wciąż nawiedza przeklętą ciucharnię na Targowej. Nie wiem czy to prawda, ale od czasu tamtego zdarzenia to miejsce podupadło na dobre; nikt bowiem nie chce otwierać biznesu w nawiedzonym lokalu.

Strzeżcie się, może mściwa sprzedawczyni czai się za waszymi plecami?...

Podobało się? A może się nie podobało? Zostaw feedback! :)
Możesz zostawić prostego "lajka"... ...lub bardziej szczegółową ocenę. :)
(C)ymelium - blog designed by olokotampus, 2015-2018