Cymelium
...literacki koniec internetu...
szybki wybór opowiadania
losowe
zbiorki opowiadań
[PC] Paper Children
; ;
Liczba opowiadań: 32
Ostatnie opowiadanie z dnia:
18 kwietnia 2019
18 kwietnia 2019, 22:40
Nie ufaj lustrom
średnia ocen: 5.52
liczba ocen: 203
12 grudnia 2018, 01:44
Sen o wycieczce na dziewczyny
średnia ocen: 5.64
liczba ocen: 109
8 maja 2018, 20:48
Komiks o dorosłości, vol. 1
średnia ocen: 5.46
liczba ocen: 96
4 maja 2018, 21:55
[PC] Drawing Time
średnia ocen: 5.75
liczba ocen: 97
23 kwietnia 2018, 00:25
Cena sprawiedliwości
ratio: -2
średnia ocen: 5.61
liczba ocen: 85
23 marca 2018, 23:19
Przeklęta ciucharnia na Targowej
ratio: -9
średnia ocen: 5.56
liczba ocen: 108
13 lipca 2017, 00:32
Miku ga Musei (Milcząca Miku)
ratio: -6
średnia ocen: 5.55
liczba ocen: 118
12 września 2016, 14:57
Wywiad z najemniczką
(harmonia)
średnia ocen: 5.26
liczba ocen: 104
9 lipca 2016, 16:23
Moja mama jest wilkołaczką
ratio: -11
średnia ocen: 5.96
liczba ocen: 25
14 sierpnia 2015, 23:28
Surykatkopost
ratio: -3
średnia ocen: 5.19
liczba ocen: 88
pokaż więcej

Warzywnica, czyli ostatni taniec wiosny

Kiedy w zieleń żyta złotawość się wkradała,
a każda łąka kwieciem we wszechstron mieniała,
gdy słoneczne palce skwarem zadręczały,
a pośród łanów pól tabuny zwierza wrzaskały,
kiedy młodzi wilcy pierwsze swe łowy poczynali,
by później w blasku księżyca smętliwie opiewać to, czego dokonali,
gdy w powietrzu motyli-lekkoduchów latało wbród,
śmiejąc się z pszczół, co pracowicie wylepiały miód,
kiedy kwiaty jabłoni wszystek pospadały,
zaś w ich miejsce maluczkie jabłęta się napojawiały,
gdy w końcu Pani wśród młodych miłosne wisi rozsyła,
tedy właśnie nasza historia się rozpoczyna.
Swój początek w maluteńkiej wioseczce bierze,
a uświadczysz weń jeno kurz, pył, i wznoszone k'Pani macierze.
Wioska owa tak jest maleńka, że nawet nazwy nima,
toteż wszyscy w niej bytują jak jedna rodzina.
Gdy tylko problem jaki czy insza sprzeczka się rodzi,
zara kto chyżo problem neguje, a sprzeczkę łagodzi.
Nieważne, li to pług zepsuty, czy gęś zdechła, czyliż nawet bitka karczemna,
dziękować Pani, że nigdy miejsca nie miała zbrodnia bardziej nikczemna.
Słowem rzekłszy, społeczność doskonale idylliczna,
może to dlatego, coby zamknięta i nieliczna.
Tako im właśnie dnie mijały, leniwie i powoli,
wypełnione sporą dawką luzu i swawoli...
Lecz, jak to bywa w opowieściach, coś błogi spokój przerwało,
Pani jedna raczy wiedzieć, skąd potworę dziwaczną przywiało.
Jej ciało jędrne, smukłe i kuszące jak u hożej dziewki,
o której piersiach krążą po karczmach sprośne przyśpiewki,
jednako z warzyw cał ulepione, nie zaś z mięsiwa,
a mimo to stwora skacze i kąsa jak żywa.
"Jakby ją przyuczyć do życia, coby nie psotała,
to niechby ona i se z nami zamieszkała,
jeno taki z nią kłopot, że ona na nauki nieczuła,
nic, tylko by warzywa zjadała i uprawy psuła...
Skoro zatem nie da się z nią pokojowo ułożyć,
to trza wziąć kosy, pochodnie, i stworę zmorzyć!"
Noc całą bez mała trwały wszelakie przygotowania:
ostrzenie kos, struganie kołków, miodu picie dla zagrzania.
Dawno już porządnej bitki w wiosce nie było,
to i wszyscy zapałali żądzą mordu, aż miło...
Kowal skądś miecz nieludzkiej roboty wytrzasnął,
przetarł z kurzu, naostrzył, i rozciął stół jak masło.
Płowa alchemiczka trucizn gamę nawarzyła,
a kropla każdej tak silna, co by konia zabiła.
Jedna jeno kapłanka Pani nie podzielała zapału:
"Primo, szykujcie się do walki z głową i pomału,
secundo, zdaje mi się, że nawet owa stwora to dzieło boże,
tertio..." - ale kto by jej słuchał, wszak czcze gadanie nie pomoże.
Skoro świt, stworę śpiącą na polu otoczyli,
krzykiem i kamieniami ze snu zbudzili,
ogniem, kosą, mieczem, czym kto miał zdybali,
i wszyscy naraz zgodnie zaatakowali.
Na nic jednak bicie pałką li cepem, czy kosą cinanie,
zaraz się stwora zrasta, że ślad nie zostanie.
Takoż i ogień należycie nie skutkuje,
stwora za mokra, jeno woda zeń paruje.
Nie czynią jej szkody śmiertelne trucizny,
po których co najmniej zostałaby blizny,
widać na ciało one jeno działają,
zaś roślin wcale się nie imają.
Kowalowy miecz nieludzki szponem zatrzymała,
i choć szpon odcięty, to stwora wciąż cała.
Zeźlona już bardzo oczy zwęziła i zęby wyszczerzyła,
zamachnęła się mocno i pół tuzina ludzi szponami poraniła.
Na to wszyscy z pola z krzykiem pouciekali,
jeno co szybciej rannych ze sobą zabrali.
Zresztą nawet mimo szponów stwora nie wyglądała,
jakby chciała ich podobijać czy zjeść ich ciała.
Ktoś rzecze tak: "Osioł ją zeżre, poślijmy nań osła!"
Ledwo ją zaczął oślina podgryzać, łeb mu skręciła i zrazu odrosła.
Takoż i oślego mięsa nawet nie tknęła,
lecz za warzywa z pola żwawo się powzięła.
Skoro też zwykłe środki zawiodły,
to poczęto wznosić do Pani o pomoc modły.
Kapłanka Pani obnosiła się z miną: "A nie mówiłam?!",
ale wysłała kruka do Stolicy i o wsparcie poprosiła.
Ozłocone wysokim słońcem dni mijały z wolna,
a każdego dnia uprawy psuła coraz mocniej stwora niepokorna:
objedzone do czysta już cztery pola z siedemnastu,
do gołej ziemi zryte, przeorane, i to nawet z chwastów.
W takim stanie przygnębionym kapłanki wioskę zastały,
gdy wreszcie konno z głównej świątyni nadjechały.
W karczmie wnet miejsce dlań się nalazło, miodu im dano,
przyjęto jak bohaterki i skwapliwie wszystek o stworze opowiedziano.
Wnet zgiełk niewyobrażalny zapanował,
każdy coś mówił, każdy coś od siebie dodał.
Faktem jest, że wiele w tych opowieściach było zmyślenia,
jednak kapłanki zrazu wiedziały, z czym mają do czynienia.
Najstarsza z nich dłoń pomarszczoną uniosła dla posłuchu,
i zrazu wszyscy umilkli i zastygli bez ruchu.
Matrona, bo z racji wieku tak by ją zwać należało,
rzekła głosem suchym jak papier i kruchym jak jej ciało:
"Stwora wasza jest szkodliwym pogańskim wytworem,
stworzonym przez druidów dla zabawy magicznym potworem,
co żyje jeno po to, by szkodzić wszelkim porządkom,
i daję głowę, że doskwiera też waszym grządkom.
Nazywana jest vegae colemus (warzywny golem) z uwagi na jej pochodzenie,
aczkolwiek zwą ją warzywnicą ci, którym obce wyższe klasztorne kształcenie.
Pokonać ją może to jeno, co do jej stworzenia pierwotnie posłużyło.
W skrócie, byście zrozumieli... mhmm... musicie się posłużyć potężną pogańską siłą.
Nie modlitwami do Pani, co prawda Ona czczenia bożków nie zakazuje,
ale też w dziedzinę tych bożków w żaden sposób nie ingeruje.
Pogańska siła, mhmm... piorun byłby dobry, dobre też żył wodnych zetknięcie,
acz najlepsze byłoby..." Kowal dokończył ze śmiertelną powagą: "...wielkie pierdolnięcie."
Matrona wykrzywiła twarz szpetnie:
"Miałam na myśli przesilenie letnie,
lecz cieszy mnie, żeście mój przekaz tak... dobitnie... zrozumieli.
Za kilka dni wszak nie przesilenie, a słońce wraz z księżycem niebo wpół podzieli,
toteż bądźcie gotowi na ten moment, by raz na zawsze stworę zmorzyć nieczystą.
Ja wtenczas przygotuję wam bezchmurną pogodę, odmawiając modły przed Panną Wiekuistą.
Szczegóły planu z mą podwładną omówicie,
nieraz już odbierała pogańskim tworom sztucznie dane życie."
Jak powiedziała, tak też uczyniła:
cztery dni poszcząc przed posągiem Pani się modliła,
z przerwami jeno na krótkie drzemanie,
czy najbardziej przyziemnych potrzeb prędkie załatwianie.
Dnia piątego osobiście ostatnimi przygotowaniami pokierowała:
na początek tuż obok stworowego leża ścieżkę z pasternaku usypać rozkazała,
coby zwabić warzywnicę hen, na pagórek, pod krąg grzybowo-kamienny,
pod którym głęboko w ziemi krzyżują się podziemne cieki wody.
Kowal w samym środku kręgu trzysążniowy pręt z żelaza wbił w ziemię,
a wbijał go godzinę, choć chłop zeń postawny i nie bity w ciemię.
Płowa alchemiczka wszystkie głazy tajemną mazią nasmarowała,
co przepis na nią od samej Matrony otrzymała.
Ponadto wszyscy prócz Matrony założyli cuchnące ziołowe wianki,
co je z mieszanki chwastów, polnych kwiatów i sekretnych roślin uplotły kapłanki,
i w krzakach naokół pagórka się poukrywali,
by tam czekać rozwoju wypadków, i obserwowali.
Wtedy Matrona uznała, coby wszystkie przygotowania gotowe,
i poszła bez chwili zwłoki do leża warzywnicy, co poczęła w łoże swe kwiatowe.
(Wcześniej stwora zwyczajnie na gołym polu spała,
lecz ostatnio strasznie zbezczelniała...)
Co tam wtedy do niej rzekła czy jej uczyniła, tego nie wie nikt,
faktem jest, iż rozeźlona stwora za Matroną rzuciła się w mig.
Leciwa kobieta podprowadziła ją aż na skraj warzywnej ścieżki i wraz tedy wianek nałożyła,
a stwora naraz gonić ją przestała i nawet machać łapami, gębę jeno głupio rozdziawiła.
Przekomicznie to doprawdy wyglądało:
Matrona w wianku stoi tuż obok stwory, na którą widać jakieś zaklęcie działało,
co nie pozwala słyszeć ni widzieć ludzi chronionych wiankowymi ziołami.
Tak czy siak, stwora ruszyła w ślad za warzywami,
zjadając kolejne okazy dorodnego pasternaku,
a ludzi patrzyli z oddali, wypatrując cudu, magii, czy też może znaku.
Kędy stwora weszła wreszcie ufnie do kręgu, paternak wciąż żując,
Matrona podążająca za nią krok w krok zdjęła swój wianek i uniosła dłonie, tajemne słowa recytując.
Stwora oczy jeno przymrużyła, syknęła, gdy światło zaćmienia na nią padło,
po czym oczy w słup postawiła, zesztywniała cała, a oblicze jej pobladło.
Nagle iskry tańcować zaczęły wokół kręgu, ozon zapachniał, słychać huk i widać błysk straszliwy:
walnął w pręt żelazny grom z jasnego nieba! Co za magia, co za dziwy!
Warzywnica tymczasem jęk błagalny z siebie wydała,
po czym wybuchła warzywami i istnieć przestała.
I zobaczyli wszyscy, że niegroźna już jest w tej postaci:
jej włosy, teraz zwiędłe i zżółkłe, to pietruszki oraz kopru naci,
szpony to drewno zwyczajne, na końcu aby zaostrzone,
mięśnie to włókna różnorakich warzyw dziwnie z sobą skręcone,
oczy zaś z dwóch najzwyklejszych czarnych rzep stworzone,
a serce to przeogromne selerzysko z innymi częściami poprzez korzenie złączone.
Wokół stosu warzyw zapach świeżej ziemi, pora i selera się unosił,
a wszystkie mokre, jakby je kto deszczem zrosił.
"Moja praca tu została zakończona,
wracamy do Stolicy, bom ciężko zmęczona."
- tako rzekła Matrona z wysiłku się słaniając,
a wszyscy odprowadzili jej orszak na skraj wioski, wiwatując i klaskając.
Wieczorem zaś wielką ucztę wyprawiono,
z tej oczywiście okazji, że z potworem się rozprawiono.
Cóż więcej rzec mogę - i ja tam także w skromnej mej osobie byłam,
i ze wszystkimi się śmiałam, radowałam i piłam,
zbierając niesamowite plotki, bajania i opowieści,
a tyle tego, że we łbie się nie zmieści.
Cóż, czytelniku, może jeszcze kiedyś los skrzyżuje nasze drogi,
póki co muszę odejść i głosić pieśń o warzywnicy dalej, bo świat szeroki, a żywot srogi.

Podobało się? A może się nie podobało? Zostaw feedback! :)
Możesz zostawić prostego "lajka"... ...lub bardziej szczegółową ocenę. :)
(C)ymelium - blog designed by olokotampus, 2015-2018