Cymelium
...literacki koniec internetu...
szybki wybór opowiadania
losowe
zbiorki opowiadań
[PC] Paper Children
; ;
Liczba opowiadań: 31
Ostatnie opowiadanie z dnia:
12 grudnia 2018
12 grudnia 2018, 01:44
Sen o wycieczce na dziewczyny
11
8 maja 2018, 20:48
Komiks o dorosłości, vol. 1
22
4 maja 2018, 21:55
[PC] Drawing Time
12
23 kwietnia 2018, 00:25
Cena sprawiedliwości
15
23 marca 2018, 23:19
Przeklęta ciucharnia na Targowej
16
13 lipca 2017, 00:32
Miku ga Musei (Milcząca Miku)
22
12 września 2016, 14:57
Wywiad z najemniczką
15
9 lipca 2016, 16:23
Moja mama jest wilkołaczką
10
14 sierpnia 2015, 23:28
Surykatkopost
15
7 sierpnia 2015, 15:20
[PC] SHIT!
16
pokaż więcej

Spotkanie z ludźmi

Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, to wszechogarniające ubóstwo i nienawiść. Niemal czuła ją na skórze mimo grubej podróżnej szaty skutecznie ukrywającej jej mocno kobiece kształty, tak że nie dało się określić jej płci. Spod kaptura zasłaniającego jej nieludzkie, wydłużone uszy bystre oczy obserwowały staruszki żebrające o choćby miedziaka na chleb, zbitych w małe grupki rzezimieszków czyhających tylko na okazję, by kogoś poturbować i zabrać mu pieniądze - rzecz jasna, kogoś słabszego od nich - mężów tłukących żony w twarz za byle przewinienie, żony tłukące dzieci gdzie popadnie za to samo, i dzieci znęcające się nad zwierzętami bez powodu. Odwróciła szybko oczy dyskretnie ocierając łzy, gdy beznogi już kot zamiauczał agonalnie, podczas gdy kilkoro bezdomnych dzieciaków patrzyło z zafascynowaniem i bezgraniczną radością, jak jeden z nich - chyba dziewczyna, ale nie była pewna przez grubą warstwę brudu pokrywającego jej uśmiechniętą twarz i skołtunione włosy - wyrywała kotu jelita umazana po łokcie w krwi. Nikt z mieszkańców nawet się nie obejrzał; wydawało się, że tylko ona dostrzega zarazę toczącą to miasto. Reszta najwyraźniej przywykła do bestialstw, które się tu wyprawiały. Dla absolutnej pewności skręciła jeszcze z głównej ulicy w zaułek. Niestety, już po kilku krokach kompletnie zagubiła się w labiryncie własnoręcznie dobudowywanych bez żadnego planu pomostów, schodków, tuneli, balkonów, wiaduktów i wąskich uliczek. Połowa z tego wyglądała, jakby zamiast
miała runąć, a druga połowa, jakby już runęła... i to kilka razy. Nagle swoimi wyczulonymi zmysłami poczuła, że jest śledzona. Szła dalej przed siebie, jak gdyby nigdy nic.
- Hej, ty tam, łachudro obszarpana! Zatrzymaj się! - udała, że nie słyszy twardego, męskiego głosu i zapachu taniego wina, który doszedł ją aż tutaj i otumanił swoją intensywnością (mimo, że nie widziała oprychów, wiedziała, iż są jakieś cztery metry za nią i jest ich pięciu), i szła dalej.
- Pacz go, kurwa, jaki hardy chędożeniec! Udaje, coby nie słyszał! - odgłos splunięcia. Zapach kwaśnej od wina śliny oraz mocno psujących się zębów. - Zaraz go zarżniem i będziem mieli mienso dla babki, hahahaha!
"Mięso? Czy oni..." - mimowolnie stanęła i zacisnęła pięści.
- O, stanął!
- Pacz, pacz go, kurwa, pienści zaciska! Chędożony w rzyć, myśli pewno coby miał jakie szanse z nami!
Odwróciła się. Zobaczyła trzech dużych i barczystych, jednego grubasa i jednego małego, z wyglądu i zachowania przypominającego szczura.
"Gdyby ów nieprzyjmenie wyglądający jegomość okazał się być szczurołakiem, wcależ bym zdziwiona nie była."
Wszyscy potwornie cuchnęli winem i szczynami, a ich ciała pokrywały zbereźne tatuaże i blizny, w mniej więcej równych proporcjach. Uzbrojeni byli w zakrzywione noże, pałki, kamienie i kolcowane kastety. Ich ubiór... ciężko to było nazwać jakimkolwiek ubiorem, były to bowiem brudne, nieforemne zwitki szmat, niechybnie stworzone przez kogoś bez krzty umiejętności krawieckich i odpowiednich materiałów.
- Dawajże całe złoto, jakie masz! - krzyknął ten, który był największy i najbardziej pokryty bliznami, a także owłosiony niczym niedźwiedź.
"Ani chybi to onże dowodzi tą... formacją."
- Nie mam... - odparła melodyjnym głosem.
- To źle, kurwa. Bardzo źle... hehehehe... - pociągnięcie nosem, splunięcie. Zwinnie uchyliła się, by plwocina nie poplamiła jej szat. - ...ale dla ciebie. Co nie, kamraty?
- Daaa, udziubać go!
- No pewno! Chędożony!
- Jacha! Bić zabić!
- Bić skurwysyna! - zakrzyknął największy i bezładnie rzucił się na nią. Westchnęła w myślach i bez trudu uchyliła się przed pędzącym mężczyzną, nadludzko szybko unikając lecącego w stronę jej głowy kamienia i wykręcając rękę jednego z barczystych, który zaszedł ją od boku i celował w jej brzuch.
- Ałaaaaj! Sukij syn, job twoju mać! Maja ruka! A żeby z toboj sobaczy bajstriuk... - nie dowiedziała się, co pies miałby jej zrobić, choć się domyślała. Na szczęście psy nie robią zwykle takich rzeczy, chyba, że są do nich zmuszane. Cios jej pięści skierowany prosto w jego tchawicę skutecznie pozbawił napastnika tchu, a w chwilę potem przytomności - mogłaby go zabić jednym ciosem, ale celowo uderzyła słabiej. Nie chciała zabijać, choć posiadała siłę zdolną zmiażdżyć jego głowę...
- A niech go, kurwi syn zabił Iwanka!
- Nachędażaaaać! - zakrzyknął wódz i znowu na nią przyforsował jak byk na płachtę. Kolejny unik, cios w dwie strony obydwoma pięściami (gruby i drugi barczysty zaszli ją z dwóch stron) i odchylenie głowy przed lecącymi kamieniami.
- Czo ten skurwiel... mój nos! Nic kurwa nie widzę! - cała twarz grubego była pokryta krwią, nos miał totalnie zmiażdżony, tak bardzo, że krew rozbryznęła mu się aż na czoło... ale żył. Zresztą wcale nie wyglądał na zbyt przejętego trwałym uszkodzeniem swojego i tak niezbyt ładnego nosa. - rzucił się na nią, nim zdążyła pozbyć się jego krwi z dłoni, toteż wystawiła po prostu rękę przed siebie i skrzywiła się, gdy z głuchym łupnięciem grubas wyrżnął w jej pięść.
"Biedaczysko, czaszka rozłupana, zapewne także i mózg trwale uszkodzon. Sam sobie winien w zasadzie..."
W tym samym czasie wódz hałastry przypuścił na nią kolejny beznadziejny atak, a drugi barczysty zachodził ją od tyłu, niewątpliwie z zamiarem poderżnięcia gardła krzywym nożem. Denerwował ją nieudolny przywódca, toteż podstawiła mu nogę i drugą pięścią wyrżnęła za siebie. Żuchwa pechowca odleciała kilka metrów od jego głowy...
"!!!" - nagle usłyszała świst zwalnianej cięciwy krasnoludzkiej kuszy samopowtarzalnej. Skąd ją ten szczurowaty wyciągnął?! W mig zrozumiała...
"Ich szaty z pozoru jeno wyglądają na śmiecie, w rzeczywistości to uniwersalne schowki. Sprytne."
Bełt przeszył czaszkę upadającego wodza, obryzgując jej twarz resztkami jego czaszki, mózgu i krwi. W ostatniej chwili zrobiła rozpaczliwy unik, inaczej ona także byłaby martwa. Bełt zahaczył jednak o jej kaptur, ściągając go...
"Shan Vae'll!" - ugryzła się w język.
- Łoj... szefa trafiłem... zaaaraz, białogłowa? I do tego elfica chędożona! Zdychajże, zarazo! - wrzasnął szczurowaty i dobył z fałd szaty nożyk, którym nader sprawnie cisnął w jej kierunku. Spudłował, nożyk tylko lekko rozciął jej szyję. Szczurowaty zaklął siarczyście i rzucił się na nią z kastetem. Musiał być dobry w rzucaniu, skoro miał tylko jeden nożyk - widać zabijał nim ludzi od razu, za pierwszym razem. Mniej więcej w tej chwili doszły ją bezładne jęki i wrzaski słaniającego się za nią barczystego bez żuchwy. Ale musiała się skupić na nacierającym szczurowatym. Kopnęła w niego ciałem wodza, w efekcie szczurowaty nabił się na nóż, który nagle pojawił się nie wiadomo skąd... to jest, z jego albo wodzowej szaty.
- Na Boginię, wybacz mi...
- Chę... chędoż... s-się...
"Zaprawdę, zacne to ostatnie słowa..." - westchnęła ciężko. Dwóch zabitych, dwóch upośledzonych na całe życie, i jeden tylko wyszedł z walki bez większych obrażeń. Pozostały przy życiu i przytomności barczysty ani myślał o walce, jęczał tylko ciężko, charczał i macał miejsce, gdzie powinna być jego żuchwa...
"Zaraz umrze z utraty krwi!" - pomyślała przerażona i błyskawicznie doskoczyła do niego, oddzierając ze swej szaty kawałek materiału. Jego krew pokryła już gęstą warstwą bruk i jego ubrania. Widząc ją, odskoczył rozpaczliwie w tył... i przebił się przez drewnianą ścianę - o ile kilka byle jak luźno zbitych desek można nazwać ścianą. Cofnęła się o krok i osłoniła oczy przed chmurą pyłu. Gdy kurz opadł, zajrzała do dziury. Zwykły człowiek nic by nie ujrzał, ale jej oczy doskonale widziały w ciemności. Dwa piętra niżej, pod ziemią, człowiek bez żuchwy dogorywał przebity drewnianym palem.
"A zatem trzech zabitych, jeden upośledzon na całe życie, i jeden względnie zdrowy..." - westchnienie bólu i żalu. Postanowiła więcej nie kręcić się po labiryncie uliczek w obawie, że jeszcze komuś będzie musiała wyrządzić krzywdę; poza tym dosyć już zobaczyła. Wyjęła zza pazuchy mały złotawy kamień i potarła lekko, otwierając portal do rodzinnych lasów.
***
- Łowczyni Ammadaliente prosi o audiencję, królowo.
- Niechże wejdzie, oczekuję bowiem jej osoby.
Zasłona z krzewów pnącej róży rozchyliła się lekko i do obszernej sali tronowej ulokowanej w koronie olbrzymiego mallorna weszła sprężystym krokiem elfka. Po jej wcześniejszym odzieniu nie było nawet śladu, teraz miała na sobie zgrabny zielono-brązowy strój maskujący, będący jednocześnie prostą skórzaną zbroją nie ograniczającą ruchów. Jedyną pamiątką po "wycieczce" do miasta ludzi była szyja obandażowana liśćmi aetheris - rana okazała się głębsza, niż podejrzewała łowczyni; do tego broń była zatruta. Życiu łowczyni nie zagrażało jednak żadne niebezpieczeństwo.
- Królowo, niech gwiazdy błyszczą nad godziną naszego spotkania. - skłoniła się elfka.
- A księżyc niech czuwa nad nimi. - odrzekła zwyczajowo królowa. - Ciekawa jestem, jakże losy twej misji się potoczyły?
- Słońce i Bogini odwrócili wzrok od rasy ludzi. - odparła smutno elfka. - Ostatnie ze znanych nam ludzkich miast niczym się nie różni od inszych, które badałam... - po czym krótko, acz szczegółowo przedstawiła królowej napotkaną sytuację.
- Ach, rozumiem... dzielę zatem z tobą twój smutek, niech ziemia przyjmie twoje łzy i ulituje się nad tymi zagubionymi istnieniami.
- Jaki kierunek wskazują nam gwiazdy?
- Będziemy milczeć i czekać na światło. Może tyle, ile żyje człowiek, a może tyle, ile mallorn... tylko Bogini wie, kiedy nadejdzie moment. Na razie nasze ścieżki nie będą krzyżować się z drogami ludzi, chyba, że oni sami przyniosą do nas swój ogień.

Podobało się? A może się nie podobało? Zostaw feedback! :)
(C)ymelium - blog designed by olokotampus, 2015-2018