Cymelium
...literacki koniec internetu...
szybki wybór opowiadania
losowe
zbiorki opowiadań
[PC] Paper Children
; ;
Liczba opowiadań: 31
Ostatnie opowiadanie z dnia:
12 grudnia 2018
12 grudnia 2018, 01:44
Sen o wycieczce na dziewczyny
11
8 maja 2018, 20:48
Komiks o dorosłości, vol. 1
22
4 maja 2018, 21:55
[PC] Drawing Time
12
23 kwietnia 2018, 00:25
Cena sprawiedliwości
15
23 marca 2018, 23:19
Przeklęta ciucharnia na Targowej
16
13 lipca 2017, 00:32
Miku ga Musei (Milcząca Miku)
22
12 września 2016, 14:57
Wywiad z najemniczką
15
9 lipca 2016, 16:23
Moja mama jest wilkołaczką
10
14 sierpnia 2015, 23:28
Surykatkopost
15
7 sierpnia 2015, 15:20
[PC] SHIT!
16
pokaż więcej

Historia pewnej dziewczynki, albo traktat pseudofilozoficzny o reinkarnacji

Być może była małą dziewczynką z Bangladeszu, szyjącą ubrania dla wielkich korporacji za 23 dolary miesięcznie po 16 godzin dziennie, albo nastolatką z Japonii z poważnymi urazami psychicznymi spowodowanymi ciągłą nauką. Może pochodziła z Korei Północnej i w "niewyjaśnionych okolicznościach" straciła rodzinę buntującą się przeciwko systemowi, lub też mieszkała w Afryce i została zgwałcona kilkanaście razy w ciągu swego krótkiego życia... to, kim była, nie jest szczególnie istotne dla dalszej części opowieści; ważne jest jedynie to, że jej życie owocowało w same nieszczęścia i mniejszy lub większy ból, takoż fizyczny, jak psychiczny. Zginęła młodo. Bardzo prawdopodobne, że popełniła samobójstwo, ale nie wiemy tego na pewno, zresztą nie jest to ważne. Umierając, poprosiła Boginię (której imię nie jest ważne) o nowe, lepsze życie w następnym wcieleniu. Tłumacząc na polski, rozmowa (czy może raczej monolog) przebiegała mniej więcej tak:
- O Wielka , błagam cię, spraw, bym odrodziła się w najlepszym kraju, jaki istnieje na Ziemi. Nie chcę już dłużej żyć w .
Bogini wysłuchała prośby i wybrała Polskę. Dlaczego akurat jej wybór padł na niewielki, mało znany i nieliczący się kraik gdzieś pośrodku Europy - to już niech każdy dopowie sobie sam.
- Błagam cię też o jakieś supermoce, o coś, co pozwoli mi się wybić z tłumu i osiągnąć wiele w nowym życiu. Wszelkie koszta i efekty uboczne pokornie zniosę.
Bogini zgodnie z jej prośbą obdarowała jej nowe wcielenie Zespołem Aspergera. W tym przypadku również "nie znamy" boskich motywów.
- I jeszcze, nie... nie chcę już być dziewczyną... to dla mnie za dużo...
Bogini zatem zmieniła płeć jej nowego wcielenia. Nie muszę chyba mówić, na jaką; w przypadku tej prośby nawet Bogowie nie mają zbyt dużego pola do manewru...
Przez cały czas swych modlitw dziewczyna była nieświadoma tego, iż jej próśb faktycznie ktoś słucha; na wpół przepełniona nadzieją, że tak jest, a na wpół rozpaczą, że być może nie - umarła.
Trzeba tu dodać (gwoli wyjaśnienia), że ludzka percepcja nie może dostrzec działań czy nawet samego istnienia Bogów (które jest rzeczą niewątpliwą, aczkolwiek trudną do uchwycenia, skoro wymyka się naszemu postrzeganiu...). Jednakże, jakąś cząstką umysłu przypuszczamy, iż Bogowie istnieją; potocznie nazywa się to wiarą. Podobnie wierzymy w istnienie czarnych dziur, wymiarów alternatywnych etc.; za wszystkie te przekonania odpowiada ta sama, niezbadana dotąd część umysłu. Niektórzy nazwą to głupotą, inni instynktem czy domysłami, jeszcze inni postrzeganiem pozazmysłowym, a są tacy, którzy negują w sobie wiarę w coś, co nie może być udowodnione naukowo (a nie zostanie, ponieważ człowiek pewnych rzeczy pojąć nie może i siłą rzeczy musi je brać "na wiarę" lub przez domysły oparte na niejasnych przesłankach).
Wracając do naszej dziewczynki; umarła. Zgodnie ze swymi życzeniami odrodziła się w ciele chłopaka "cierpiącego" na ZA i mieszkającego w Polsce... tyle tylko, że nie ma nic za darmo, takie odrodzenie się kosztowało ją zepchnięcie na niższą warstwę świadomości. Mówiąc bardziej zrozumiale: mimo, iż ona sama wszystko pamiętała ze swego życia, to chłopak, w którego ciele się odrodziła, zaczynał od zera. Zaś ona jako oddzielny byt była tylko częścią jego (pod?)świadomości, czekającą, aż dorośnie i zacznie ją zauważać. Niektórzy nazywają to swoim alter ego, głosem rozsądku, sumieniem czy nawet drugą osobowością. W każdym bądź razie ten głos może podpowiadać co nieco swemu właścicielowi (mówię: właściciel, bo zazwyczaj głos jest bowiem mu podległy, jeśli zaś głos próbuje przejąć nad nim kontrolę - czego, nawiasem mówiąc, robić nie powinien - wtedy następują tzw. choroby psychiczne, czyli np. rozdwojenie jaźni i inne przykre dolegliwości, włącznie z dożywotnim pobytem w izolatce...). Ostateczna decyzja wszakże należy do właściciela. Dodatkowo, jak już wspomniano, właściciel NIE MA dostępu do wspomnień swego alter ego, czy też, można rzec, swego poprzedniego wcielenia. Trochę to przypomina prowadzenie osoby z zakrytymi oczyma lub ślepej tak, by nie natrafiła na żadne przeszkody na swej drodze; gdzie osoba ślepa to właściciel, osoba prowadząca to alter ego, zakryte oczy to metafora utraconych wspomnień, a przeszkody... no cóż, są przeszkodami. :)
Na zakończenie dodam, iż osobowości (alter ego, głosów czy jak kto je woli nazywać) może być kilka - są to pozostałości po niezwykle silnych alter ego... obecnego alter ego. Trudne, co? :p Ale jak to? Incepcja? Ano tak! Bowiem nasza dziewczyna RÓWNIEŻ miała swoje alter ego, a ono również miało swoje alter ego itd.; z tym tylko, że zepchnięcie do kolejnej niższej warstwy świadomości przeżywają tylko najsilniejsze osobowości. W praktyce jeśli taka osobowość przetrwa więcej niż jedno zepchnięcie, to już na zawsze pozostanie obecna w niekończącym się cyklu spychania wgłąb. Trochę to trudne do ogarnięcia (tym bardziej, że mam spore problemy z doborem odpowiednich słów), więc polecam odpoczynek i analizę dla wnikliwych. :)

Wracając do opowieści o dziewczynce, czy może raczej - o bycie dziewczynki niejako uwięzionym w ciele chłopaka - chłopak ten nie doceniał możliwości, jakie przed nim otwarło życzenie dziewczynki, co ją niezmiernie irytowało. A irytowało ją jeszcze bardziej, że nie miał dostępu do jej wspomnień, toteż nie miał pojęcia, przez jakie piekło przeszła ona. Ciągle tylko narzekał i narzekał, mimo, że maleńka (w porównaniu do tego, co ona musiała wypracować) odrobina wysiłku dałaby mu świetne perspektywy (porównując do tego, co ona dostawała za swoją pracę). Dostał najlepszy kraj, supermoce, lepszą płeć (bardzo przepraszam panie i kobiety, a w szczególności feministki, ale to prawda), a i tak było mu za mało... jednak mimo wszystko doradzała mu, kierowała na właściwe ścieżki, pokazywała co i jak... cóż, lubiła go. Był głupi, zboczony i leniwy, bardzo wkurzający, bez poczucia humoru, wulgarny, niekiedy chamski, złośliwy i cyniczny, ograniczony do postrzegania świata w czerni i bieli, a nawet, och, mściwy (rosnąca nienawiść do wszystkiego co żyje to efekt działania jakiegoś dominująco-silnego, bardzo złego i prehistorycznie starego alter ego, które przebijało się przez mnóstwo warstw poprzednich wcieleń), ale gdy było trzeba (i gdy mu się zachciało... leń), to błyskał inteligencją i kreatywnością na wszystkie strony, był miły, bezinteresowny, miewał ciekawe refleksje i przemyślenia na temat świata, wyznawał rycerskie ideały i szeroko pojęty idealizm, no a swą legendarną skromnością to już przebijał wszystkich. :D Tylko, że nie pracował nad sobą, i...
...i z biegiem czasu jednak psuł się coraz bardziej, a dziewczynce z coraz to większą trudnością przychodziło pomaganie mu; była zmęczona, bardzo zmęczona... kilka razy próbowała przejąć nad nim bezpośrednią kontrolę, co pogłębiło tylko jego zboczenia (fuuuuj!), zryło psychikę i wydzieliło ją jako odrębną osobowość o wielu twarzach. Ech. Ten desperacki akt to nie był najlepszy pomysł, ale innych dziewczynka nie miała.
Nagle jednak zadziałała siła wyższa, czyli wspomniany wcześniej fragment umysłu odpowiadający za wiarę. Chłopak doznał olśnienia, "wymyślił" sobie, jak to wszystko naprawdę wygląda, opisał to na swoim blogu z opowiadaniami (jeden z jego wcześniejszych blogów pisała za niego owa dziewczynka - nie pytaj; kilka osobowości naraz to straszny burdel...) i postanowił zmienić swoje życie. Jak trwała lub płonna miała być to zmiana, to się jeszcze okaże. W każdym razie dziewczynka była wniebowzięta, wyglądało na to, że wreszcie wszystko idzie w dobrym kierunku... :)
Oczywiście znajdą się tacy, którzy powiedzą, że chłopak jest nienormalny, skoro wierzy w coś takiego. Że za dużo pije, albo ma schizofrenię czy zaburzenia rzeczywistości. Chłopak odpowie na to kąśliwie, jadowicie niemal (powody, dla których jest tak złośliwy nie są ważne i można je przemilczeć...): a czy wiara w człowieka, który był synem Boga zrodzonym z dziewicy, dokonywał tzw. "cudów": zamieniał wodę w wino, ożywiał umarłych ludzi, chodził po wodzie (...) oraz rozmnażał jedzenie, łamiąc przy tym ze dwa tuziny praw fizyki, a potem został zabity i zmartwychwstał jakieś, eee, 2013 minus ok. 30 lat temu (w chwili pisania niniejszego tekstu), jest normalna? Wiara chłopaka w to, co pisze, jest tak samo dobra jak każda inna wiara. I istnieje bardzo mała liczba dowodów naukowych (lub nawet nie istnieją żadne), która może tę czy inną wiarę potwierdzić czy obalić.

Podobało się? A może się nie podobało? Zostaw feedback! :)
(C)ymelium - blog designed by olokotampus, 2015-2018