Cymelium
...literacki koniec internetu...
szybki wybór opowiadania
losowe
zbiorki opowiadań
[PC] Paper Children
; ;
Liczba opowiadań: 31
Ostatnie opowiadanie z dnia:
12 grudnia 2018
12 grudnia 2018, 01:44
Sen o wycieczce na dziewczyny
11
8 maja 2018, 20:48
Komiks o dorosłości, vol. 1
22
4 maja 2018, 21:55
[PC] Drawing Time
12
23 kwietnia 2018, 00:25
Cena sprawiedliwości
15
23 marca 2018, 23:19
Przeklęta ciucharnia na Targowej
16
13 lipca 2017, 00:32
Miku ga Musei (Milcząca Miku)
22
12 września 2016, 14:57
Wywiad z najemniczką
15
9 lipca 2016, 16:23
Moja mama jest wilkołaczką
10
14 sierpnia 2015, 23:28
Surykatkopost
15
7 sierpnia 2015, 15:20
[PC] SHIT!
16
pokaż więcej

Sen o wycieczce na dziewczyny

To był właściwy dzień i właściwy czas. Chłopak stwierdził, że w końcu zdecyduje się na wizytę w przybytku, gdzie zazna nieziemskich rozkoszy i odrzuci od siebie towarzyszące mu od zawsze uczucie osamotnienia. Znajdzie towarzyszkę, powierniczkę jego sekretów i smutków, a być może nawet przyjaciółkę. Tak, to dokładnie to, na co wygląda - szedł na dziewczyny. Całą operację utrudniał nieco fakt, iż fale gorącego wstydu i lodowatego strachu przykleiły się do niego i nie zamierzały go opuścić, jednak nie będzie to miało żadnego znaczenia, gdy będzie już po wszystkim. Tylko jak tam trafić? Hmmm. Znał adres, ale jak zwykle nie wiedział, jak dojść we właściwe miejsce.
Wszystkie bloki w okolicy miały jednakowo szary kształt, sięgający nieba kolor i monotonne rzędy ziejących nudą okien. Każdy z nich z osobna i zarazem wszystkie naraz spowijała dziwna, szaronijaka mgła sprawiająca wrażenie, jak gdyby rzeczy nią owiane po prostu przestawały istnieć. Wokoło nie było żywej duszy, cały świat składał się z monotonnie identycznych bloków i nijakiej mgły pochłaniającej rzeczywistość tam, gdzie kończył się zakres widzenia ludzkiego oka. Trawniki również nie należały do okazów specjalnej żywotności, były bowiem tak szare, jak tylko pozwalał na to ich zielonkawy kolor. Wszytko dookoła sprawiało wrażenie, jak gdyby ktoś wyssał ze świata kolory pozbawionym barwy odkurzaczem.
Jakiś czas błądził po osiedlu, zastanawiając się, czy krąży w kółko, czy może to bloki znikające w dziwnej mgle pojawiają się w innym miejscu. Z każdym krokiem wszystko było niby inne, ale jednak wciąż takie samo, jak gdyby utknął w labiryncie zbudowanym z osiedla, na pozór otwartego i pozbawionego ścian, ale wciąż mogącego uwięzić w swoich objęciach nieostrożnego podróżnika.
"Zaraz", pomyślał, "przecież mogę użyć Google Maps!" Tak też zrobił. Wstukał w aplikację żądany adres - jakaś tam ulica 6/69 - i w mig labirynt ustąpił pod naporem wyświetlanej na ekraniku zielonkawej ścieżki prowadzącej prosto do miejsca, w które chciał dojść. Z rzędów jednakowych budowli wyłonił się nieco zadrzewiony, wydzielony siatką obszar - zamknięte osiedle wyglądające tak, jak gdyby ktoś próbował przekształcić je w park miejski, ale w połowie nasadzania drzew się rozmyślił. Poza nieco innym wyglądem wydzielone osiedle było tak samo szare i smętne jak wszystko inne dookoła, ale bardziej szczegółowe za sprawą rzedniejącej z wolna nijakiej mgły.
Ścieżka na Google Maps zakręcała dwukrotnie w lewo, tworząc jak gdyby kwadrat pozbawiony jednej ze ścian. Dziwna sprawa - wydzielony siatką obszar nie był regularnym prostokątem, lecz tworzył swoisty "korytarz" prowadzący od furtki do właściwego osiedla. Chłopak wszedł bez problemu na wydzielony teren, gdyż furtka nie była w żaden sposób zamknięta.
"Kto buduje w ten sposób zamknięte osiedla?", pomyślał z zażenowaniem. Po jego lewej stronie spory kwadratowy kawałek terenu był odgrodzony siatką od otwartej przestrzeni i na pewno nie należał do zamkniętego osiedla, ale nie dało się w żaden sposób tam wejść nie przekraczając siatki. Innymi słowy było to patio wydzierżawione od wspólnoty, ale bez możliwości wejścia na nie. Jednym słowem - dziwactwo. Chłopak pokonał pierwszy skręt w lewo i korytarz zaczął rozszerzać się w bardziej regularną przestrzeń. Nagle okolica zmieniła się całkowicie: szare bloki zostały zastąpione przez ściśle upakowane, wysokie kamienice, a mgła "nijakości" zniknęła zupełnie sprawiwszy, że teren dookoła nabrał kształtu i wyrazu, stał się bardziej szczegółowy i konkretny. Wspomniane kamienice całkiem ograniczały widok na resztę świata i skutecznie blokowały możliwość wyjścia z zamkniętego osiedla inną drogą niż ta, którą przyszedł... a może nawet wyjścia w ogóle. Nie obchodziło go to jednak, miał do wykonania pewne zadanie i nie zamierzał zawracać z raz obranej trasy. Z zewnątrz nie było widać tych kamienicowych "murów". Nie zdziwiło go to - widocznie wtedy jeszcze nie istniały.
"Dobry znak, jestem już chyba niedaleko", pomyślał chłopak. Idąc podziwiał zamknięte osiedle i jego luksusy. "Mają tu nawet strzelnicę!", pomyślał z ukłuciem zazdrości patrząc na trzy papierowe tarcze oparte na stojakach.
"Chcesz z nami postrzelać?", spytał chłopaka jeden z trzech wyrostków stojących niedaleko strzelnicy. Byli dużo młodsi niż chłopak, z wyglądu mieli między 8 a 11 lat.
"Nie, szukam... eee... no... idę na dziewczyny", powiedział chłopak zawstydzony.
"A tak, to tamtędy." Chłopaczek wyciągnął rękę i wskazał gdzieś w głąb zamkniętego osiedla. Chłopak podziękował i udał się w dalszą drogę.
Niedaleko stał nie tyle ogromny, ile masywny budynek przypominający kształtem kwiat lotosu, misę albo muszlę - to pewnie kino czy może kasyno. Wejście osłaniała wiata wnosząca się swobodnym łukiem do góry, drzwi były jednak zamknięte. Chłopak spojrzał na domofon - który numer wybrać? 69? Nie było takiego...
"Pan na dziewczyny?", spytał starszy człowiek przyglądający się z ubocza chłopakowi.
"Um", przytaknął chłopak z rumieńcem na twarzy.
"Trzeba wybrać numer z czerwoną kropką obok." Chłopak spojrzał na domofon - 69 był na samym dole, ale kropka obok niego była zielona. Była tam wcześniej jakaś kropka? Był tam wcześniej numer 69? Dwa numery niżej widniała jeszcze jedna zielona kropka. Na samej górze, ale nie przy 69, widniała czerwona kropka.
"Przepraszam, ale przy 69 nie ma...", zaczął chłopak, ale starzec już się ulotnił. Chłopak wzruszył ramionami i wcisnął przycisk obok czerwonej kropki. Nie był to 69, ale powinno się udać.
"Halo?", spytał nieco zmęczony, ale przyjaźnie brzmiący dziewczęcy głos. Zdawał się być miękki i aksamitny, niosący z sobą obietnicę niesłychanie cudownych doznań.
"Ja na spotkanie...", wyjąkał chłopak.
"A tak, zapraszam." Elektroniczne *bzzz* oznaczało, że drzwi są otwarte. Chłopak wszedł.
Wnętrze okazało się być zwyczajną kamienicą, co nie zdziwiło go ani trochę nawet pomimo faktu, że z zewnątrz budynek bynajmniej nie miał kształtu typowego dla kamienicy. Kilka rzędów schodów dalej - a w zasadzie to na samej górze - chłopak napotkał Japończyka z żoną, oboje w średnim wieku.
"Przepraszam, byliśmy tu pierwsi", rzekł Japończyk. "Od kiedy znam japoński?", nie pomyślał chłopak. "Damy znać, gdy skorzystamy z rzeczonych usług."
"Ech, chciałbym, żeby ich tu nie było", pomyślał chłopak, po czym przywołał niewerbalną wizję "niewydolności" pani negocjowalnego afektu wskutek, powiedzmy, skaleczenia ręki. Wtedy nie można byłoby skorzystać z jej usług, a zatem małżeństwo Japończyków zniknęłoby.
Japończycy jakby rozmyślili się i zeszli na dół. Udało się!
Z bijącym mocno sercem i ogromną dozą niepewności, strachu i wstydu chłopak zapukał do drzwi. Otworzyła mu najpiękniejsza dziewczyna, jaką w życiu widział - niska, mocno zaokrąglona, odziana w coś w rodzaju niemającej fizycznej postaci kurtki. Jakaś kurtka na pewno *była*, ale nie dało się określić jej kształtu, kroju, koloru ani w ogólności wyglądu. Dziewczyna miała na sobie jakieś spodnie albo spódniczkę, był tego pewien, ale nie zarejestrował, jak wyglądały. Jedyne, co mógł stwierdzić z całą dozą pewności, to fakt, że nosiła rękawiczki bez palców - to bardzo ważny element jej ubioru. Włosy miała długie za uszy, ale nie do ramion, w jakimś ciemnym kolorze, brązowe czy może czarne. Patrzyła na niego oszałamiająco słodkimi oczyma i popijała czerwone wino z kieliszka, który trzymała w prawej ręce. Nagle ów pękł, kalecząc jej dłoń.
"Przepraszam...", wymamrotał chłopak.
"Nic się nie stało", odrzekła słodkogłębokim, upojnym głosem i owinęła białym bandażem krwawiącą dłoń. Jej ręka owinięta w ów bandaż wyglądała cudownie, jak zresztą każdy cal dziewczyny.
Krępująca cisza przedłużała się.
"Chciałbym skorzystać z twoich usług. No wiesz", nie powiedział na głos chłopak. Za bardzo się wstydził, więc tylko stał i patrzył na nią, a ona na niego.
"To twój pierwszy raz?", zapytała dziewczyna świadcząca wiadome usługi.
"Nie, miałem już setki kobiet", ponownie nie powiedział chłopak.
"Nie mogę się z tobą seksić", odrzekła dziewczyna. "Jesteś za słodki, za niewinny, nie chcę ci zepsuć życia. Taki miły, czarujący z ciebie chłopak", dodała i wzruszyła ramionami. Była przeurocza.
"To może przynajmniej wynajmę cię do przytulania? Tylko przytulanie, nic więcej. Ile chcesz za godzinę? 30?", spytał nieco już zdesperowany chłopak. "To tyko przytulanie, ale mimo wszystko potarguję się," uznał chłopak.
"50", odrzekła tamta bez wahania. "Trochę sporo jak za samo przytulanie", odpowiedział z przekąsem. "Może być 40?"
Pokręciła głową z uśmiechem i pomachała na boki wyciągniętym w górę palcem wskazującym.
"No to może 41? 42?"
"OK, pasuje. Chodź tu."
Tulali się jakiś czas, chłopak czuł mocne objęcia jej ramion na swoim ciele. "W gruncie rzeczy przytulanie jest lepsze niż cokolwiek innego", pomyślał. Potem wszystko rozpłynęło się w mroku świtu...

Podobało się? A może się nie podobało? Zostaw feedback! :)
(C)ymelium - blog designed by olokotampus, 2015-2018